dwa-skrzaty blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2004

Po drodze mijamy panią jadącą na koniu.
w samochodzie zapanowa`lo wielkie poruszenie.
Adzia cieszyła się, że zobaczyła konika, Sebkaq zainteresowało jak to możliwe że koń idzie po chodniku. Zostałam więc zasypana serią pytań. Wszystko trwało do momentu, gdy mijaliśmy panią prowadzącą krowę (też po ulicy). Teraz dopiero się działo.
Aga przestała wołać „konik, konik” i zaczęła:
– Jobać (zobacz) mamusiu, Kotek !!!
Sebek, natomiast, i tym razem miał nie lada problem:
– Mamusiu, a co tobędzie jak ta klowa dobije do konika? Pecież ona idzie do tego konika i ona nie go nie łobaczy i dobije. Mamusiu co to będzie…

Jak to dobrze mieszkać na wsi :D

Walczyli tak dobre 40 minut. W końcu Tata mówi:
– Sebciu, wygrałeś. Poddaję się. Nie mam już siły. Już wystarczy. Wygrałeś.
Młody dumny z siebie usiadł pół metrta od taty i mówi:
– Dobla łobota. (dobra robota)

Krzaczek miał kilka owoców, które pomalutku dojrzewały sobie w słoneczku. Codziennie sprawdzaliśmy czy już można któryś owoc zerwac.
Wczoraj zaglądam na krzaczek, a tam nie ma ani jednego owocu. Pomyślałam, że Kora (pies) zniszczyła. Po południu daję dzieciom borówki (kupne) i mówie:
– Za rok może nie będziemy musieli kupować borówek.
– No bo ja wrzuciłem je do dziuly* – chwali się Sebek.
– Do jakiej dziury?
– Do tej na balkonie
– Sebciu, ale tłumaczyłam ci, że tam nie wolno nic wrzucać.
– Ja wiem, ale ja je tam musiałem wrzucić, bo tam były głodne dinozaury.

* Ta dziura to wywietrznik, który musi być pusty.

Nagle Aga zaczęła strasznie płakać. Wchodzę do pokoju i widzę, że ma oczko całe załzawione i czerwone.
– Co się stało? – pytam?
– Sebuś ała – tłumaczy Młoda
– Ja jej nic łobiłem – broni się Sebek.
– Sebciu, powiedz mi prawdę, co się stało – dociekam dalej.
– No łobla, powiem ci. My się bawiliśmy tu i nagle przyleciał czalodziej. Tak tu latał na helikopterze i jak leciał koło Adzi to zatarł jej oko.

No i wszystko jasne.

W końcu przypomniał mi się film „Rybka zwana Wandą” i głośno powiedziałam ten tytuł.
Skrzaty zaraz podłapały i zaczęły powtarzać.
– Lybka zwana Łandą – powtarzał Sebek.
– A wiesz co to jrest „Wanda”? – pytam
– Nie
– Wanda to imię – uświadamiam go.
– Imię??? – pyta zaskoczony – Imię ojca???

Kucam koło Agi i czuję podejrzany smrodek.
– Aga zrobiłaś kupę? – pytam
– Chyba nie – odpowiada mała
– Chyba tak – nie daję za wygraną
– Chyba nie, chyba Batuś – odpowiada mądralińska.

Już straciliśmy nadzieję na to, że wróci. Tymczasem dziś popołudniu, jakby nigdy nic wróciła do nas cała i zdrowa, ku ogólnej uciesze całej rodziny :D

- Mamusiu, mogę sobie wziąć ten pieniążek?
– Pewnie, że możesz.
– To ja pójdę do sklepu i dam go pani, a ona mi da zabawkę i jeszcze inne pieniążki (przyp. resztę)
– Sebciu, ale masz troszkę za mało pieniążków. – Tłumaczę – Musisz uzbierać troszkę więcej. A jak ci braknie to my ci dołożymy i kupisz sobie wtedy co będziesz chciał.
Sebek pomyślał i stwierdził:
– To mi dołóż, bo mam mało i mi braknie.

Spędziliśmy rewelacyjne dwa (prawie) tygodnie w towarzystwie naszych gości, ale niestety, wszystko co dobre szybko się kończy.
Mamy nadzieję, że za rok znów się spotkamy. A może wcześniej? :D

„Bawiłam” się trzy dni. Kopałam, plewiłam, sadziłam. Wczoraj wieczorem wsadziłam do ziemi ostatnie roślinki. Dumna z siebie poszłam spać.
Dziś rano mało zawału nie dostałam.
Pies wyżarł mi moje kwiatki. Co jej nie smakowało to wykopała. :(


  • RSS