dwa-skrzaty blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2004

w poszukiwaniu kasztanów.
Niestety ciężko było coś znaleść, ponieważ szukających tam było więcej.
W pewnym momencie Sebek krzyknął:
– Mamusiu, Adziu, chodźcie tu szybko, ile kasztanów!!!!
Podbiegamy, a tam ani jednego.
– Gdzie? – pytam
– Tu, tylko są zakopane. Jak będę duży to przyjdę tu z taką łopatką do kasztanów i je wszystkie wykopię.

Ps. Na szczęście znależliśmy mało uczęszczany szlak z trezma dorodnymi kasztanowcami. Uzbieraliśmy pół reklamówki kasztanów :D

Aga nie odpowiada, nie przychodzi.
– Aga, chodź.
Cisza. Idę więc do niej z papciami.
– Adziu nie słyszysz jak cię wołam?
Córa na to:
– Jula jestem.

- Bawimy się w spanie – zarządził Sebek i obydwa łobuzy zamknęły oczy.
Po chwili:
– Batuś tań, pubudka. (Bastuś wstań, pobudka) – budzi Adzia – juś sóśta. (już szósta)
Sebek nic, „śpi” dalej.
– Batuuuś, taaaań – Adzia prosi już błagalnie – pubuuuudkaaa.
– Nie wstaję – odpowiada – za wcześnie.

Szczegóły tu

Nagle zaczyna się śmiać.
– Co cię tak rozbawiło? – pytam
– Bo ty stoisz do góry nogami. Nogi masz u góry a głowę na dole.
– To odwróć album, bo trzymasz go odwrotnie.
– O, (zdziwienie) teraz jest dobrze :)

- Co ci się stało?
– Nic takiego, tylko ten dlugi Sebastian mnie uderzył klockiem, ale ja jemu oddałem, a potem on mi i ja jemu jeszcze.
– A co pani na to?
– Nakrzyczała na tamtego Sebastiana.
– A na ciebie nie?
– Nie, bo ja byłem schowany za kuchnią (przyp. taka zabawka)i ona mnie nie zauważyła jak mu oddawałem.

Pyta co jakiś czas Adzia.
– Nie kochanie, nie dobre.
– Pokaś – nie daje za wygraną.
Ja panika, nie posmarowałam się już dziś „Pazurkiem”.
– Nie umię ściągnąć bluzki – kłamię bezczelnie.
Małej to nie przeszkadza. Wdrapała mi się na kolana, wsadziła głowę w dekolt i zaczęła lizać powyżej piersi. Pech (dla niej), że trafiła akurat na miejsce spryskane perfumem.
– Bleee, nie jobe cycy, nie jobe – i poszła.

Ufff.

Na szczęście znalazłam w szafce stare po Sebciu, które pasują akurta na Małą.
Adzia pokochała „nowe” buciki.
– Jobać, mam piękne buti. – chwali się dookoła.

Dziś odprowadzając Sebka do przedszkola, założyłam jej adidaski. Aga w płacz.
– Nie te buti, nie te buti – płacze – te cie (te chcę).
Znalazłyśmy złoty środek.
Aga pojechała w adidaskach a wrączkach zamiast lali tuliła swoje „piękne buti”.

podczas porannej toalety.
– Ja teś mam cycy – nagle oznajmiła. Podniosła bluzeczkę – jobać, mam.
– Masz? Gdzie? – przekomarzam się
– Tu, duzie mam cycy.

W miseczce pływa już reszta płatków śniadaniowych.
– Na koniec świata i jeszcze dalej! Trzymaj się chupku, ulatuje cię! – i kolejna łyżka znika w buzi Sebcia :D


  • RSS