dwa-skrzaty blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2004

Kilka godzin później przyjechała ekipa, żeby je nam poskładać. Sebek cały dzień na nich czekał.
– Moge ci pomoziąć (pomóc :) )?
Facet szok, ale podejmuje wyzwanie:
– Jasne.
No i zaczęło się. Sebek poprzykręcał wszystkie nogi, powkręcał wszystkie bolce, po kilku minutach poczuł się jak szef i zaczął dyrygować kto ma co robić i kiedy – czym zyskał sobie ogromną sympatię panów :)

Po jakże ciężkiej pracy, w nagrodę dostał ołówek.

Kiedy ekipa zwinęła się, Młody oznajmił:
– Wiesz… tak naprawdę to nie było ciężko poskręcać te meble… A ten chudy to miał nawet tyle siły co ja…

Na światłach zatrzymaliśmy się przy innym samochodzie, który stał na pasie obok. Nagle Aga celuje paluszkiem do pasażera z auta sąsiedniego, głośno krzycząc:
– Jogi (nogi) do góji (góry)!!!!!

- Łapki umyte? – pytam
– Ja myłem.
– Ja nie. – Dodaje Aga i na dowód pokazuje brudne rączki.
– To chodź szybko umyjemy – proponuję.
– Nie cie mi sie – oponuje mała.
– Chodź, chodź, będziesz jadła rączkami, musisz je mieć czyste.
– Nie będe jadła jońćkami, będe jadła buziom.

(S) – Puk, puk…
(A) – Kto tam?
(S) – Babcia I.
(A) – A kto to?
(S) – To taka kobieta…. [po chwili dodaje] …stara.

(S) – Sebek
(A) – Aga

- Cię bajkę o duzim panu.
Taak, zażyczyło sobie dziecko, to matka wymyśla… Duży pan – Guliwer – pierwsze co przyszło mi do głowy.
Zaczynam więc…
– Dawno temu, był sobie żeglarz…
– Nie zieglaś, nie cie zieglaś. Cię bajkę o duzim panu.
– Ale to jest o dużym panu.
– Nie!
No dobra, daję za wygraną. W takim razie o Jasiu i trzech magicznych fasolkach. Zaczynam znów, ale kiedy dochodzę do wielkoluda (duży pan, jakby nie spojrzeć) mała znów protestuje. Wszystko trwa dobre 40 minut, Aga już prawi płacze.
W końcu zaczynam wymyślać:
– Był sobie DUŻY PAN i miał DUŻY kapelusz. Chodził w tym kapeluszu między DUŻYMI drzewami i karmił DUŻE gołębie. (Aga nie protestuje) Czasem wsiadał w swój DUŻY samochód i jechał do DUŻEGO miasta na DUŻE zakupy…

Dalszy ciąg już nie był konieczny. Dobranoc :)

- Maś – Młoda wyciąga łapkę i coś mi daje.
– Dziękuję – nic nie widzę, więc pytam – Co mi dałaś?
– Nie wiem, w nośku było.

:/

1. Mazaki – to jest wyzwanie. Łatwo się tym pisze na każdej powierzchni, zwłaszcza po buzi, rączkach, brzuszku…. Dziś miała popisane nawet plecy. Strarało się dziecko.

2. Barbie – razem z Sebkiem oglądała bajkę „Barbie jako Roszpunka”, pokochała owo dziwactwo (tej lalki inaczej nazwać nie mogę), jak tylko dziewczynka pokochać może. Nie odpuszcza przy żadnej półce z lalkami, chce koniecznie mieć „Bambi”.

No, Mikołaju, chyba masz problem z głowy…

- Nie umiałem do was trafić, w końcu zaczepiłem jakiegoś faceta i pytam o waszą ulicę, a on pyta o wasze nazwisko. Zgłupiałem i podałem, a gość dokładnie wiedział o który dom chodzi i wytłumaczył mi jak dojechać do was.

Zachodziliśmy w głowę, kim mógł być ów mężczyzna. W końcu padło na listonosza. Często dostaję przesyłki, więc może zapamiętał moje nazwisko.

– Tak to napewno był listonosz – wtrącił nagle Sebek – często do nas przychodzi, przynosi mamie prezenty i paczki inne, bawi się z nami…

Oj, musiałam się tłumaczyć… ;)

- Jestem Popotam (hipopotam).
Oczywiście na nic innego nie reaguje. Wyobraźcie sobie miny ludzi, kiedy ją wołałam dziś w sklepie, na poczcie, na ulicy…

Tata poszedł naprawiać, po chwili awaria została zlokalizowana:
– Walnął wężyk pod bidetem – oznajmił i poszedł naprawiać.
Sebek nagle pobiegł do siebie do pokoju, po chwili wrócił z szablą w ręce:
– Idę z Tatusiem – odważnie oznajmił – pokonam tego wężyka.


  • RSS