dwa-skrzaty blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2004

Ponieważ kanwa jest słusznych rozmiarów, zwinęłam ją na razie w rulon i spięłam gumką.

Po chwili Aga przynosi rulonik:
– Odgumuj mi i pokaś.

Z okazji nadchodzącego Nowego Roku, życzymy Wam szczęścia, co radość daje, miłość, co niesie pokój, zdrowia, co rodzi wytrwałość, wiary, co nadzieje prowadzi, dni wypełnionych do końca, nowych wschodów słońca i niech więcej takich rzeczy Nowy Rok Wam użyczy.

Skrzaty z Rodzinką :)

Ma straszny katar, kaszel i gorączkę. Katar dość gęsty, ciężko jej wydmuchać nosek. W ruch poszła więc „grucha”.
Za każdym ściągnięciem Aga dodaje:
– hej ho.
Ściągniecie – hej ho.
Ściągniecie – hej ho.
Ściągniecie – hej ho.

W końcu nie wytrzymuję i zaczynam się śmiać.
– Adziu, czemu „hej ho”?
– Bo ja jestem dzielny kasnoludek.

To prawda :)

- Chcę bajkę o smoku
– Dobrze. – Zaczynam dobrze znaną już Adzi opowieść o Smoku Wawelskim.
W pewnym momencie Aga mi przerywa:
– Telas ja. – I ciągnie opowieść – Psysed Datewka i daj owiecke i smok pił, i pił, i pił, i pękł. A potem zyli długo. Ładnie?
– Ślicznie – byłam z szokowana :)
– Tejas o słoniach ci powiem bajecke. Był sobie słoń i miał tombe, i nogi, i pupe i wszisko miał. Mamusiu?
– Tak?
– Wesiołych Siąt.

I dziecko mi zasnęło. Wesołych :)

Zanim go przebiorę z piżamy sporo czasu mija.
– Chodź się ubrać.
– Nie!
– Chodź bo chcę iść do sklepu.
– Nie!
– Musisz się ubrać
– Jestem ubrany, mam piżamę.
– Sebuś, albo się ubierasz, albo zostaniesz sam w domu (posuwam się do szantażu)
Skutkuje. Jeszcze.
W trakcie przebierania…
– Dlaczego ty mnie zmuszasz? Ja tak nie lubię być zmuszany…

Akt pierwszy.
Miejsce: U Babci
Czas: Dziś popołudniu
Występują: Babcia, Skrzaty

Babcia tłumaczyła Skrzatom, że nie wolno podchodzić do pieca.
– (…)Nie róbcie tak, więcej, bo możecie zrobić sobie krzywdę, dobrze?
– Dobrze – zgodził się Sebuś
Natomiast Aga podeszła do Babci z poważną miną i stwierdziła:
– Ja tu cegoś nie jozumię…

Akt drugi.
Miejsce: dom
Czas: Dziś wieczorem
Występują: Sebuś, Tata.

– Sebciu, obejrzyj sobie dobranockę, a ja idę na górę. Jak się skończy bajka to przyjdź do mnie.

Po chwili Sebek idzie do Taty…
– Tatusiu, to jednak nie był dobry pomysł, żebym został sam na dole…

Siedzimy z Tatą i rozmawiamy. Tata sączy drinka. Rozmawiamy na temat kilkudniowego wyjazdu za granicę. W połowie rozmowy dosiada się Sebastian i jedyne co wyłapuje z rozmowy to „wyjazd”.
– Tatusiu, co pijesz? – zagaduje nagle
– Drinka, przynieść ci soczku?
– Nie. Tylko jak pijesz – to nie jedź!

Prawda to :D

Dwa dni wcześniej nie było w domu już innego tematu. Dzieci szalały z radości. Nadszedł w końcu magiczny dzień – do pokoju wszedł ON. Dzieci struchlały.
Aga jeszcze jako tako była komuniatywna (tzn. była w stanie podejść i odebrać prezent), natomiast Sebastian w płaczu stwierdził:
– Ja byłem niegrzeczny, nie chce prezentu, idź sobie.

Mikołaj zwątpił. Na szczęście wykazał się nie lada zdolnościami negocjatorskimi i Młody w końcu odebrał co jego.

Właśnie dziś kończy dwa latka (nie wiem kiedy to minęło)

***

Aguniu, bądź zawsze taka radosna jak do tej pory – bije od ciebie niesamowite ciepło i blask, zostań taka na całe Twoje życie, a będzie Ci łatwiej przez nie przejść. Miej wokół siebie zawsze pełno przyjaciół.

Aguniu, bądź szczęśliwa i żyj 100 lat.

Tego Ci życzą
rodzice i braciszek.

(by sprawdzić sprawnośc jej wątroby). Wybraliśmy się więc do kliniki. Po rutynowym badaniu, poszliśmy na badanie krwi (z żyły :/ ) Na samą myśl robiło mi się słabo.
Tymczasem Mała usiadła mi na kolanach i patrzyła jak pielęgniarka zapina jej pasek na przedramieniu:
– Co pani mi zlobi?
– Pik – pierwsze co przyszło do głowy, bladej ze strachu matce.
– Aha.
I tyle. Moje dziecko nawet nie zajęknęło, nie szarpnęło, żadnej łzy – NIC.

Kiedy było już po wszystkim:
– A po co pani moja klew?
– Pani musi ją zbadać, żeby sprawdzić czy jesteś zdrowa.
– Aha.

Koniec.

Dumna jestem :) Zuch dziewczynka!


  • RSS