dwa-skrzaty blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2005

Pół roku starszy od Adzi.
Kiedy przyszedł Aga patrzyła na niego jak zahipnotyzowana. Po kilku minutach powiedziała tylko:
– Oooo, jaki on psiśtojny….

Pierwsza miłość nie ma co. :)

- Mamusiu, jak nazywa się to mięsko? – zagaduje Sebek
– Udko – odpowiadam krótko :)
– Udko? To to jest noga? – pyta dalej ciut jakby zszokowany.
– Taaak – odpowiadam dość niepewnie, bo nie wiem jak zakończy się ta rozmowa.

[Młody odłożył na talerz swoje ukochane "mięsko na kości" i zerka na nie badawczo.] Po chwili…

– A czyja to jest noga?
– Kurczaka – odpowiadam nadal niepewnie, bo widze, że Młody dostał olśnienia.
– Kurczaka?!?!?!?!? To my jemy zwierzęta???
– Tak, kochanie, jemy zwierzęta. – odpowiedziałam pewna klęski
– No patrz, a ja myślałem cały czas, że mięsko.

Po czy ujął ukochane „mięsko na kości” i dokończył jak od dawien dawna zwykł czynić.

Aga dostała imienne zaproszenie na dzień otwarty do przedszkola.
Właśnie dziś nadszedł ten dzień.

Od rana Sebek bardzo opiekuje się Adzią. Cały czas trzyma ją za rączkę, wszędzie odprowadza, nawet pomógł się jej ubrać :)

Przed wyjściem do przedszkola:

S: – Aga, boisz się?
A: – Nie.
S: – Ja się troszkę bałem jak szedłem pierwszy raz do przedszkola, wiesz?
A: - No wiem, ale ja już byłam w kinie i w szkole…
S: – Taaaak? Kiedy byłaś?
A: – Jak byłam duzia i miałam osiemnaście lat.
S: – Ahaaaa, no wtedy to ja też byłem…

Miałam na sobie bojówki z wszytymi licznymi zamkami na nogawkach, jako elementy ozdobne, aczkolwiek zamki te można odpinać (wiadomość istotna na potrzeby tej notki :) )

Nie zdążyłam odstawić Sebka do babci, w związku z tym Młody wylądował u dentysty razem ze mną (ja w charakterze pacjenta).

Siedzimy razem w poczekalni. mnóstwo ludzi z nami. Obejrzeliśmy wszystkie gazety, przeczytaliśmy wszystkie dziecięce bajeczki i Młodego zaczęła ponosić fantazja.

– Co tam masz? – pyta nagle rozsuwając jeden z zamków na nodze.
– Zamek, na ozdobę. – odpowiadam

Sebek rozsunął go całkowicie, włożył łapkę do kieszonki (po łokieć) i spenetrował ją dokładnie. Podobnie postąpił z pozostałymi zamkami.
Kiedy skończył zapytał:
– A tu co masz?

I nie czekając na odpowiedź odpiął mi rozporek.

- Aguniu odłóż krem! – odkrzykuję. Akurat szykuję dzieciom kolację i nie chce mi się biec na piętro tylko po to by zabrać Małej z łapek krem.
– Doooobzieeee ! – odkrzykuje Mała.

Jakieś 10 minut później….
– Żabki chodźcie jeść – wołam

Po chwili do kuchni wpada Sebuś a zanim Aga. Zanim popatrzyłam na nią usłyszałam:
– Nie jest słodki ten kjem, wies.

Odwracam się i co widzę? Przede mną stoi Adzia z bardzo grubą warstwą sudokremu na twarzy.

*(Dla nie wtajemniczonych – sudokrem to krem na odparzoną pupkę maluszków)

Świadomie i jawnie :)

W sklepie:

Aga: kup mi kufkafki (truskawki)
Ja: kufkafki?
A: Nie kufkafki, tylko kufkafki
J: Mówię przecież, że kufkafki :)
A: Kuf-Kaf-ki, a nie kufkafki!

- Jesteś choja? – pyta
– Nie…
– A mas katajek?
– Nie…
– A das mi buziacka?
– Proszę bardzo :) – i młodzież dostaje całuska
– A noski – noski?
– Prosże, robimy noski – noski – i pocieramy się po eskimosku nosami
– A bułi – bułi? (brwi – brwi)

Najpierw przeszedł po moim brzuchu, by znaleść się dokładnie na środku łóżka, potem wetknął łokieć Tacie pod żebro, kopnął nas ze dwa razy, rozejrzał się i zapytał:
– Śpicie?
– Nieeee – odparły mu dwa zachrypnięte jeszcze ze snu głosy, nie bardzo zadowolone że ktoś je wyrwał z objęć Morfeusza.
– No to wstawać staruchy, ale już!

Agula ogląda bajkę o Kubusiu Puchatku.
Nagle:
– Mamusiu, mamusiu!!! Chodź tu szybko do mnie!!!! Mamusiu!!!
Lecę więc co sił w nogach.
W połowie drogi natykam się na córę nienaturalnie rozkraczoną, która z uśmiechem oznajmia mi:
– Zjobiłam kupę do majtek :D Umiś tak?
– Nie… – odpowiadam niepewnie
– To musiś koniećnie spjóbować.

- Babciu, wiesz że tatuś wyjął z auta nasze foteliki i Kora je obgryzła, a najbardziej fotelik od Agnieszki. On się już do niczego nie nadawał i tatuś go wyrzucił.
– To jak przyjechaliście do mnie? – pyta babcia.
– Po prostu, musiałem całą drogę trzymać Agnieszkę na kolanach. Byliśmy razem zapięci w moim foteliku i było nam bardzo niewygodnie.
– Naprawdę? – dopytuje babcia.
– No naprawdę. A potem zatrzymał nas policjant i mamusia musiała zapłacić mandat.

Łobuzowi ani na sekundę powieka nie drgnęła. Zmyśla jak z nut :)


  • RSS