dwa-skrzaty blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2006

Okazało się, że Sebastian ma zapalenie ucha i anginę w jednym. Jednak w pierwszą noc miał potworne bóle głowy – jeszcze go w takim stanie nie widziałam – dlatego spanikowałam. Od kilku tygodni skarży się na ból głowy, do tego dochodzi utrata przytomności w lutym – w sumie stanęło na tym, że kiedy wyzdrowieje idziemy do neurologa i robimy mu wszystkie badania.

Sebek jest chory.

Ja panikuję.

Nieczynne do odwołania.

Frajer

4 komentarzy

W Western City kupiliśmy Sebkowi kowbojski kapelusz.
Czapka z daszkiem oczywiście od razu poszla w odstawkę.

Wychodząc rano na basen zobaczyła nas sąsiadka (Słowaczka – tak się to odmienia?) i nie omieszkała zagadać do Sebka:
– Dzień dobry!- wrzasnął Sebek na wypadek gdyby odległość 1 metra okazała się zbyt duża.
– Witaj, witaj – uśmiechnęła się tamta.
– Idziemy na basen! – pochwalił się Młody.
– Jo… – tu rzuciła nawijkę po ichniemu, więc Młody nie bardzo zrozumiał, ale na wszelki wypadek się uśmiechnął.
Sąsiadka widząc kontynuowała:
– Ti se je frajer?

Tego było za dużo. Usmiech Młodemu zszedł z ust, spojrzał na sąsiadkę jakby ta mu teściową kijem zabiła, podszedł do mnie i mówi:

– Ona mnie obraziła, zrób coś z nią.

Ps. Czy ktoś zna czeski język? Do dziś nie wiem co znaczy po ichniemu „frajer” :)

Jeden z dni wyjazdowych spędziliśmy w miasteczku westernowym. To był dzień pełen wrażeń.
Rozpoczęliśmy go od szukania złota. Sebek znalazł maleńką bryłkę, ale niestety musiał oddać „samorodka” bo jak się okazało był to jeden z 4 przydzielonych na to miasteczko :(

Oglądaliśmy żywego bizona, jechalismy starą kolejką szynową, byliśmy świadkami awantury dwóch jegomości którzy nagle wypadli z saloonu. Awantura oczywiście zakończona była bardzo efektowną strzelaniną.

Dzieciaki strzelały z prawdziwego łuku (większego od nich), tata rzucał tomahawkiem (i wygrał darmowe piwo :D ), Sebastian zdobył się na odwagę i trzymał na ręce prawdziwego orła.

Dzień zakończył się pokazem scenki z dzikiego zachodu. Było bardzo głośno :) (wybuchały m. in. studnie)

Wróciłiśmy do domu o 23.00. Dzieciaki padły pełne wrażeń:)

Niebawem zamieszczę zdjęcia.

Janosik

Brak komentarzy

Oowiedzieliśmy Skrzatom legendę o Janosiku. Sebek przepadł. Chciał wiedzieć więcej i więcej. Poszukaliśmy więc z tatą „Janosikowych kątów” i na drugi dzień zabraliśmy tam dzieciaki. Jazda była długa. Jechaliśmy do miejsca, które znależliśmy na mapie. Dzieci dzielnie znosiły kilkugodzinną jazdę, bo miały w perspektywie zwiedzanie Janosikowej chaty.
W końcu dotarliśmy na miejsce.
Janosikowa chata okazała się przydrożną knajpką.

Bez komentarzy proszę. Jeszcze się we mnie gotuje na samą myśl…

Zamek

Brak komentarzy

Pewnego dnia, nie tak dawno, za górami i lasami, dokladnie w Słowackich Tatrach natknęliśmy się przypadkiem na zamek.
Dzieci oszalały z radości (głównie Aga).
– Sebek patrz, to jest najpjawdziwszy zamek.
– O jacie, mamusiu parz, zamek!
Stały przez chwilę zauroczone.
– Kto tam mieszka? – spytała Aga
KRÓL I Królowa – odpowiedział jej brat
– Kto? Kjójik? (królik)

Sebek zaraz po przebudzeniu zobaczył przez szybę samochodu STADO DZIKICH ZWIERĄT.
– Mamusiu! Ja widzialem łabędzie.
– Sebciu, to były indyki…
– Aha, bo ja trochę nie znam takich piesków.

…i od razu zasnął…

14.07.2006r, godz. 10.55.
Sebastian (lat 5) dostał kartkę na której ktoś napisał hasło tajnym szyfrem, dostał też 5 zł, które miało mu ułatwić wykonanie powierzonej mu misji.
Kod do szyfru zna tylko ONA, pani sklepowa.

Misja nie trwała długo. Po dziesięciu minutach, tajny agent wrócił do bazy dzielnie dzierżąc śmietanę i dwa lizaki.
:)

Tak, Sebek po raz pierwszy w życiu był SAM w sklepie. Egzamin zdał celująco :)

Tak wyglądamy. :)

WARTO PRZEWINĄĆ RAMKĘ – SUWAK NA SAMYM DOLE TEKSTU :)

Rysunek nr 1, to ja we własnej osobie. Autorem mojego portretu jest mój syn. Zanim zaczną się domysły, wyjaśniam, że to z boku to nie moja owłosiona noga lub jeszcze coś gorszego… :-/ Jest poprostu maczuga, czyli przyrząd niezbędny każdej mamie, ale o tym przecież wszyscy dobrze wiemy. :D

mama1.jpg

Rysunek nr 2 to wizja naszej rodziny uwieczniona na kartce przez córę naszą.
Jeśli wnikniwie się przyjrzeć dokładnie widać kto jest kto.
Centralnie oczywiście rodziciele, czyli ja i mąż mój prywatny. Sciślej rzecz ujmując, ja to ta bez jeżyka na głowie i z pięknymi szczupłymi, dłuuuuugimi nogami :D
Skrzaty widoczne są nieco z boku. Zgadnijcie który to Aga, a który Sebek :D

mama2.jpg

Rosiczka.

1 komentarz

Sezon owocowy ma jedną wadę. Przy owocach momentalnie pojawia się chmara muszek.
Razem ze Skrzatami próbujemy unicestwić nieproszonych gości, niestety nawet odkurzacz niewiele pomaga.
Kupiłam więc pomocnika. Rosiczkę.
Roślinka jest mała, a muszki ni zapałały zbytnią miłością do niej – mijają ją z daleka.

Zdesperowana, wczoraj popołudniu wzięłam rosiczkę do ręki i zaczęłam gonić z nią muszki po kuchni w nadziei, że kilka wpadnie w szczęki tej miłej roślinki :)
Na gonitwie nakrył mnie mąż:
– Co robisz? – pyta
– Gonię muchy – odpowiedziałam jak najbardziej poważnie.
Mąż podszedł do mnie, objął mnie czule, pocałował w czoło, odłożył rosiczkę na parapet i spokojnym głosem oświadczył:
– Kochanie, możesz uczyć ją polować, ale ona i tak sama nie pobiegnie za muchą.

Powinnam się leczyć? :D


  • RSS