dwa-skrzaty blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2006

Zawiedziony.

Brak komentarzy

Przyszłam po moje Skrzaty do przedszkola. Agula uśmiechnięta od ucha do ucha i radosna jak skowronek, a Sebek smutny i nos zwieszony na kwintę.
– Co się stało? – zagadnęłam
– Nic – odburknął
– Przecież widzę, że coś jest nie tak.
– Bo ja chciałem z chłopakami dokopać się do kamieni, a ty przyjszłaś po nas. Nie mogłaś później po nas przyjść? Po kolacji na przyjkład?

Siedzimy w czwórkę przy stole. Tata zamarzył nagle o lodach, a ponieważ było już po kolacji i dzieciaki były gotowe do spania, nie chciał im robić smaku, dlatego zagadnął w te słowa:
– I would like to eat ice-cream and chocolate.
Na co Skrzaty się ożywiły:
– Ja też bym zjadła lody
– Ja też, ale bez czekolady.
:D

- Mamo, nasz ogonek chyba nie lubi swojej klatki.
– Dlaczego tak myślisz?
– No bo on ciagle próbuje przegryść pręty albo przekopać się dołem – tłumaczy Sebek.
Nagle do rozmowy wtrąca się Aga:
– No, albo wchodzi po klatce na samą górę, ale nie umie się utrzymać na dachu i zawsze PIŹNIE na dół.

Dać palec…

4 komentarzy

Sebuś ma już zdarte całe kolanka od ciągłego chodzenia na czworaka, boli go też zdrowa nóżka – od skakania na niej. Ponieważ minęły już trzy dni zaproponowałam mu:
– Spróbuj delikatnie stawać na tej szynie, tak żebyś mógł w miarę normalnie chodzić. Odciążysz trochę i zdrową nóżkę, i kolanka.

Mój pomysł okazał się trafiony w dziesiątkę. Sebek chętnie przyjął pionową postawę w chodzeniu :)

Po ok. pół godzinie Młody PRZYBIEGŁ do mnie prosząc jednocześnie o jabłuszko.
Zwróciłam mu uwagę, by nie biegał z szyną. Obiecał, że nie będzie.

Kiedy szłam do niego z jabłkiem zobaczyłam jak świetnie się bawi SKACZĄC na wielkiej piłce.

W niedziele wylądowaliśmy z Sebkiem na szpitalnym oddziale ratunkowym CZDiM w Katowicach. Byłam zachwycona opieką, podejściem i fachowością wszystkich tam pracujących osób. Dostałam jednorazowe skierowanie do poradni chirurgicznej (na piątek), żeby skontrolować stopę Sebka.
Dziś dzwonię do poradni.
Po godzinie ktoś w końcu raczył podnieść słuchawkę.
– Dzień dobry, nazywam się….. – i tu wyłuszczam swój problem.
– Ale dlaczego pani chce na piątek i akurat do nas?
Więc tłumaczę, że byłam w niedzielę i że dostałam skierowanie i że mam koniecznie być w piątek TU a nie gdzieś indziej. I co słyszę?
– NIE! Nawet gdybym miała wolne terminy to i tak pani nie zarejestruje, bo to musi zobaczyć ortopeda a nie chirurg, proszę sobie szukać innej poradni, takich jest w Katowicach 8, napewno coś pani znajdzie.
Więc tłumaczę grzecznie jak krowie przy rowie, jeszcze raz, że musze TU bo TU jest TEN chirurg który go prowadzi i że MUSZĘ w piątek bo takie mam skierowanie. Pani swoje a ja swoje. W końcu pytam:
– Dlaczegoi w takim razie dostałam numer telefonu do Państwa?
W odpowiedzi usłyszałam:
– Nie wiem dlaczego dostała pani numer do Państwa.

Parsknęłam śmiechem.

Ps. Po interwencji chirurga z oddziału ratunkowego i po informacji że nagrywam rozmowę telefoniczną, Sebek został zarejestrowany na poniedziałek.
Wrrr.

… to by nóżki nie…
zwichnęła.

Sebek ma nogę usztywnioną w szynie i totalny zakaz lekarski stawania na niej przez 3 dni a najlepiej przez tydzień.

Szykując się rano na zajęcia, słyszę rozmowę Sebka z tatą, dobiegającą z sypialni.
– Obudź się śpiochu, mama zaraz wychodzi do szkoły.
– Już nie śpię Sebciu.
– To dlaczego nie wstajesz?
– Dociągam jeszcze żółtko. (tłum. dochodzę do siebie po śnie, dobudzam się :) )

Chwilę później Sebek stoi ze mną w łazience i relacjonuje.

– Obudziłem tatę, ale on musi jeszcze trochę poleżeć, bo naciąga sobie jajka.

mała śmieszna dziewczynka

Co wtedy?

1 komentarz

Po powrocie z przedszkola Skrzaty są odpytywane przez babcię na okoliczność jedzenia – niejedzenia obiadów w przedszkolu.
– Jedliście dziś obiadek?
– Nieee – pada jednogłośna odpowiedź
– Bo był taki obiadek, którego ja nie lubię – motywuje Sebek
– Ja też nie jubię – wtrąca Aga.
– A często nie jecie obiadów w przedszkolu? – dopytuje się dalej babcia.
– Noooo, często – pada odpowiedź.
– I co wtedy?
– I wtedy – zaczyna Aga – mama po nas przychodzi i pyta „Czy jedliście dzisiaj obiadek?”, a my mówimy że nie i wtedy mama szuka sobie jakiegoś błotka i wyrzuca tam pieniążki.
:)

Zastanawialiśmy się z tatą Skrzatów czy ten program do angielskiego tak naprawdę coś daje dzieciakom. Skrzaty potrafią naprawdę dłuuugo bawić się grami z tego programu, zupełnie nie zważając na obcobrzmiace słowa.

Dziś przekonalismy się, że daje i to wiele.

1.
Aga wpadła do kuchni:
– Mamusiu daj mi „czokled”

2. Wieczorem Sebek zagadał:
– Mama zgaś ten „lamp”.

Od razu wziełam ich w krzyżowy ogień pytań i okazało się że załapali mnóstwo pojedyńczych słówek.

A niech będzie. Pękam z dumy i co by nie odstawać za bardzo od rodzinki uczę się francuskiego :D [bez skojarzeń proszę]


  • RSS