- Ile dni jeszcze muszę chodzić do szkoły? – spytał mnie wczoraj Młody
 - Jeszcze jutro i pojutrze…
 - A piatek sie już nie liczy – wszedł mi w słowo – bo tylko idziemy po zaświadczenia?
 - Po świadectwa - poprawiam
 - Noooo – [co za różnica?], ale nie musimy się już uczyć :D

Tu postanowiłam się z niego ponabijać (wiem jestem wredna)

 - Jak to nie?
 - ????
 - To nie mówiła wam nic pani?
 - Nie – rozdziawil japkę ze zdziwienia
 - Synku, od lat w szkołach jest tradycja że na rozdanie świadectw przychodzą wszyscy rodzice i każde dziecko z osobna jest odpytywane z całego rocznego materialu. Pani pyta o wszystko czego się uczyliście przez cały rok i każde dziecko musi sie pochwalić jak czyta, pisze, mnoży…
 - Żartujesz sobie?
 - Ani trochę
 - Matkooo….!!!
[pognał do swojego pokoju]

Idę za nim, a syn mój czyta czytankę.
Nie, oczywisćie że mu nie przerwałam. Poczekalam aż skonczy, a dopiero potem przyznalam się do żartu.

Jak to dobrze, że ludzie nie potrafią zabijać wzrokiem :D