dwa-skrzaty blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2009

 Dzieciaki od czasu do czasu szykuja przedstawienia dla nas. Dziś miała być inna wersja przedstawienia, nowość jakaś „Dom Strachów”.
 - Mama przyjdziesz do domu strachów po obiedzie?
 - Pewnie, że przyjdę…

Szczęśliwi pobiegli urządzać wszystko w pokoju. Nagle słyszę wrzaski:
 - Aga graj!
 - Nie będę grała na pianinie!!
 - Ale musisz, to będzie robiło groźbę!!!!
 - Nie!!!!!

(ilość wykrzykników adekwatna do stopnia głośności rozmowy)

Słyszę parę wsciekłych uderzen w klawisze
 - Tak zagrasz!
 - NIE!!!!!! GRHHHHHHHHHHHH!!!!!
 - TO NIE!!!!!!!!!!!!!!!!! [łup drzwiami]
 - ŚWIETNIE!!!!!!!!!!!!!!!!![łup drugimi drzwiami]

10 sekund błogiej ciszy

 - Mama…!
 - Tak?
 - Nie będzie domu strachów dzisiaj….

Cóż…

Poszłam z Młodym na testy.
Młody siedzi, patrzy co się święci. Wszystko komentuje:
 - A co to?
 - A co mi pan robi?
 - Ała!!
 - A po co to teraz?
 - Co mi pan tu zrobił?!?! Czemu mam takiego bąbla??? Mamo, widziałaś co mi zrobił?!?!?!

Na szczęście lekarz wykazał się ogromną dawką humoru i świetnie się bawił przebywając z Sebkiem.

Po całej operacji, lekarz nasączył gaze jakimś plynem, przetarł Młodemu łapkę, dał mu powąchać gazik.
 - Hmmm, znam ten zapach…. Co to jest?
 - Zgadnij – zaproponował dobrze już rozbawiony gadką Młodego lekarz
Sebek powąchał raz jeszcze
 - Co to jest? – zastanawia się na głos – Znam ten zapach…
 - A gdzie go czułeś?
 - U mamy

Lekarz po raz kolejny wybuchnął śmiechem…

 - Aż się boję spytac co to – wtrącilam się nieśmiało
 - Spirytus

Spłonęłam…

Ps. Od dziś unikamy: pyłków wszelkiej maści, kotów i kurzu. Ktoś ma pomysł jak to zrobić? :/

… a u nas chorobowo…
Aga od kilku dni pokasłuje, dziś już zaczęła mocniej kaszleć. Nie bylo zmiłuj, na basen nie poszła. Jak sie okazało wieczorem, to był bardzo dobry pomysł… Młodą zaczęło boleć ucho…

Trzymać proszę kciuki za nockę. Dostała wprawdzie całą serię syropów, kropli i innych… ale z uchem nie ma żartów.

Jutro lekarz.

Mam nadzieję że postawi ją na nogi do wtorku.

Oby,

Zaliczone :)
Właściwie nia mam nic więcej do dodania. Jesteśmy maksymalnie rozczarowani tą trasą. Jakoś tak… Niesmak pozostal…

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

Machneliśmy dziś z 8 kilosów szczytami.
Postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę górską tak na powaznie.
Wjechaliśmy więc na wielką Czantorię kolejką linową, dalej do punktu widokowego i do czeskiego schroniska.
Tam zaliczyliśmy pierwszy odpoczynek i coś na kształt obiadu :)
Potem czarnym szlakiem na Małą Czantorię.
Dzieciaki zachwycone, najadly się jagód za wszystkie czasy :)
Z Małej Czantorii zeszliśmy żółtym szlakiem do Ustronia.

Widoki piękne, momentami zapierające dech w piersi. Nogi bolą, ale uśmiechy z buzi nie znikają.

Jeśli nie odezwą nam się zakwasy, to jutro szturmujemy Szyndzielnię :)

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

Czantoria

Brak komentarzy

Wybraliśmy się dziś na Czantorię z przyjacielem Skrzatów i jego mamą.
Plan byl taki:
Na górę wjezdżamy kolejką, potem wspinamy się wyżej na punkt widokowy i do schroniska po czeskiej stronie.
Niestety pogoda pokrzyżowala nam plany. Doszliśmy do punktu widokowego i nagle nadciągnęły ciężkie chmury, niosąc ze sobą ogromną ulewę. Oczywiście zrezygnowaliśmy z dalszej wędrowki. Humory jednak dopisywaly nam caly czas, odtańczyliśmy taniec w chmurach, najedliśmy się chmur deszczowych i z pełnymi brzuchami, odziani w worki 120 litrowe wróciliśmy kolejką na parking. :)

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket


  • RSS