Dzieci niby pogodzone z losem, niby wiedzą co nas wszystkich czeka, niby załapały ze bedą zmiany, niby…

W ich głowach aż roi sie od problemów. Nierozwiązywalnych problemow, które na szczęście wyrzucają z siebie zadając mi setki pytań.

Oto niektóre z nich:

 

„Mamo, a jak urodzisz dzidziusia, to kiedy będziesz chodziła sie kąpać?”

„Mamo, jak to jest, że jak jesz to dzidziuś się najada a ty też jesteś najedzona?”

„Mamo, a kiedy zaczniesz jesć zeberka z bitą śmietaną?”

 

- Mamo, a dlaczego obie piersi ci się tak napełniają? (chodzi chyba o to że rosną) 
- Nie wiem, masz jakis pomysł?
- No, bo jakby ci się napełniła tylko jedna to byś wyglądała dziwacznie…

 

„Mamo, a świnki morskie rodzą tylko raz w życiu czy mogą rodzić przez całe zycie, tak jak na przykład ty?”

 

Czasem przy okazji krzyżowego ognia pytan pada też jakieś nie związane z ciążą:

„Mamo, czy gawron to żon wrony?”

 

Codziennie idą spać z pytaniem:

„A jutro porozmawiamy znowu?”